czwartek, 24 kwietnia 2014

Begonia boliviensis "Bonfire" i hoya carnosa Krinkle 8.

Na początek trochę o moich doświadczeniach z begonią boliviensis "Bonfire". :)
Była dla mnie nie lada wyzwaniem, gdyż nigdy nie miałam do czynienia z begoniami bulwiastymi, a ona właśnie do nich należy. Nie było problemu w okresie letnim. Pięknie rosła i równie pięknie kwitła. Obawiałam się jednak czy i jak przetrwa zimę. Z pomocą przyszedł Internet, gdzie rozpoczęłam poszukiwania jakichkolwiek informacji na ten temat. Na jednym z blogów przeczytałam, że begonia boliviensis nie wymaga od nas specjalnej opieki na czas zimy, więc uspokoiłam się trochę. Biorąc pod uwagę wskazówki, postawiłam ją w ciemnym, ciepłym kącie (zimnego nie miałam) i nie podlewałam przez ten okres. Jesienią zamarły wszystkie pędy i liście. Pozostało tylko to, co w ziemi. Wiosną zajrzałam do niej i okazało się, że w ziemi są zielone zalążki pędów. Zaczęłam ją wtedy po troszku podlewać. Przed Świętami pędy zaczęły wychodzić z ziemi i pojawiły się maleńkie listki. Gdy zobaczyłam ją po sześciu dniach, doznałam szoku. Wyglądała już jak pokaźny krzaczek, który ma nawet zamiar zakwitnąć.

Wygląda tak:



W zeszłym roku w wakacje wyglądała tak:



Hoya carnosa Krinkle 8.
Kolejna hoya, która jest niezawodna w kwitnieniu, rozpoczęła sezon o 2 tygodnie wcześniej niż w zeszłym roku. Rośnie w podłożu ziemnym i podlewana jest po przeschnięciu. Niestety, gdy dostanie zbyt mało wody, od razu marszczą jej się listki. Na szczęście nie traci korzeni, więc jest bardzo odporna na nasze błędy.



Porównanie z nadal kwitnącą pubicalyx NN.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz